Wersja w języku ukraińskim tutaj

Wyrazy najwyższego uznania należą się Fundacji „Pro Musica Viva” za zorganizowanie kolejnej, szóstej już edycji Dni Muzyki Ukraińskiej w Warszawie. I to w zaledwie rok po edycji poprzedniej – a do tego, jak wynika z opublikowanych w książce programowej słów Dyrektora Artystycznego Festiwalu i jednocześnie prezesa zarządu Fundacji, Romana Rewakowicza, przed organizowanym dotąd nieregularnie festiwalem otworzyła się wreszcie perspektywa cyklicznej, dorocznej obecności w panoramie wydarzeń muzycznych Warszawy. Oby się udało!

Czas pandemii, jak wiadomo, kulturze nie sprzyja. W przypadku Dni Muzyki Ukraińskiej w Warszawie na obowiązujące ograniczenia związane z organizacją wydarzeń kulturalnych nałożyły się dodatkowo ograniczenia w przekraczaniu granicy – praktycznie uniemożliwiło to zaproszenie na festiwal wykonawców z Ukrainy, którzy w poprzednich latach licznie odwiedzali Warszawę, by prezentować polskiej publiczności perły ukraińskiej muzyki. 6. Dni Muzyki Ukraińskiej, zorganizowane „polskimi siłami”, w niczym jednak nie ustępowały pod względem artystycznym edycjom poprzednim.

Pierwszy z trzech festiwalowych koncertów odbył się 6 września w Sali Odczytowej Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi. Wypełniła go ukraińska muzyka etniczna w wykonaniu Zespołu Wokalnego „MORE” pod dyrekcją Jurija Pastuszenki. Ta działająca w Warszawie grupa, skupiająca śpiewaków zarówno ukraińskiego, jak i polskiego pochodzenia, skupia się na wykonawstwie autentycznego, niezmienionego folkloru, przywiązując dużą wagę do wierności lokalnym tradycjom wykonawczym. Podczas około półtoragodzinnego koncertu zaprezentowany został niezwykle zróżnicowany repertuar pieśni o rozmaitym przeznaczeniu, pochodzących z różnych regionów, przede wszystkim z Polesia oraz Ukrainy Centralnej. Śpiewacy stworzyli prawdziwe folklorystyczne misterium, imponując niezwykłymi możliwościami wokalnymi i ogromną dbałością o szczegóły wykonawcze. Solowe pieśni czumackie czy kozackie sąsiadowały z wielogłosowymi, surowo brzmiącymi pieśniami obrzędowymi. Szkoda tylko, że informacje o wykonywanym repertuarze były dość skąpe, a dość duży pogłos sali uniemożliwiał często zrozumienie tekstu – pozostało zatem cieszyć ucho mistrzowskimi interpretacjami ludowych pieśni.

8 września w Bazylice Św. Krzyża zabrzmiała muzyka wiolonczelowa Walentyna Sylwestrowa, najbardziej znanego dziś na świecie kompozytora ukraińskiego. Wykonawcami byli Magdalena Bojanowicz i Bartosz Koziak, należący do najwybitniejszych polskich wiolonczelistów młodego pokolenia. Zaprezentowali oni kilkanaście utworów Sylwestrowa na wiolonczelę solo i na duet wiolonczelowy, pochodzących z pierwszych lat XXI wieku. Charakteryzują się one typowym dla tego kompozytora, postmodernistycznym żonglowaniem rozmaitymi muzycznymi konwencjami. Jest to muzyka operująca niezwykle skromnymi środkami techniki kompozytorskiej, prowadząca nieustanny dialog z twórcami minionych epok, będąca echem – czy może powidokiem? – tego, co kiedyś zostało już napisane. Muzyka niezwykle subtelna, indywidualna, wręcz intymna; często utrzymana na granicy słyszalności, unikająca napięć, chwilami monotonna – a mimo to przykuwająca uwagę, frapująca, fascynująca słuchacza, zwłaszcza w mistrzowskim wykonaniu Bojanowicz i Koziaka. Taka muzyka wymaga jednak odpowiedniego „dawkowania” – trwający ponad dwie godziny koncert, w połączeniu z niewygodnymi kościelnymi ławkami i koniecznością ciągłego przebywania w maseczkach na twarzy, okazał się dla wielu melomanów zbyt ambitnym wyzwaniem: do końca pozostali tylko najwytrwalsi. Ale było warto.

Najmocniejszym akcentem 6. Dni Muzyki Ukraińskiej w Warszawie okazał się jednak koncert finałowy, który odbył się w Filharmonii Narodowej 11 września. Program, zatytułowany „Między słowem a dźwiękiem”, składał się z sześciu utworów czołowych ukraińskich twórców średniego pokolenia, a ich wykonawcami byli znana śpiewaczka Iwona Hossa (sopran) oraz Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Romana Rewakowicza. Wszystkie wykonywane utwory powstały w latach 2007–2008 na zamówienie Instytutu Polskiego w Kijowie; punktem wyjścia dla ich twórców stała się polska poezja, wykorzystana bezpośrednio (w utworach na sopran i orkiestrę kameralną) bądź będąca jedynie źródłem inspiracji (w utworach na samą orkiestrę). Koncert rozpoczęła Muzyka kameralna [Chamber music (камерна музика)] na orkiestrę Lubawy Sydorenko, dla której inspiracją stał się wiersz Wisławy Szymborskiej; muzyka mieniąca się barwami, pełna interesujących współbrzmień, ale także niezwykle ekspresyjna. W utworze Mychajła Szweda Więc w tej ciszy ukryty ja – liść… [У цій тиші схований я – листок…] na sopran i orkiestrę kameralną do słów Karola Wojtyły zachwycały przepiękne współbrzmienia głosu i instrumentów smyczkowych, przywodzące chwilami na myśl słynną III Symfonię Henryka Mikołaja Góreckiego. Kompozycja Poza kontekstem [Поза контекстом] na orkiestrę Switłany Azarowej, inspirowana poezją Bohdana Zadury, zwracała uwagę barwową różnorodnością. Utwór Bohdana Sehina …tymczasem to lipiec jakże (okrutnie) piękny […тим часом то липень такий (жорстоко) красивий] na sopran i orkiestrę kameralną do słów Marty Podgórnik to ciekawa mieszanka stylistyczna, pełna różnorodnych inspiracji i nawiązań, a także zwracająca uwagę dbałością o oddanie niejednoznacznego charakteru tekstu poetyckiego. Zoltan Almaszi w dziele zatytułowanym A liść uniosą dalej wody rzeczne [Листок несуть все далі води пінні] na orkiestrę, inspirowanym wierszem Czesława Miłosza, ujął niezwykłą wyobraźnią dźwiękową i potężnym zróżnicowaniem stylistycznym kompozycji – niezwykłej urody intymne brzmienia sąsiadowały tu z majestatycznymi, niemal hollywoodzkimi w charakterze epizodami. Prawdziwą rewelacją był jednak utwór wieńczący koncert – skomponowany przez Ołeksandra Szymkę Hymn samotności [Гімн самотності] na sopran i orkiestrę kameralną do słów Haliny Poświatowskiej. Potężne, rozbudowane dzieło, pełne twórczych nawiązań do muzycznej tradycji, choć dyskretne w doborze kompozytorskich środków, zachwycało niebanalnym klimatem brzmieniowym i potęgą ekspresji. Maestro Rewakowicz poprowadził wszystkie kompozycje pewną ręką, a muzycy Orkiestry Filharmonii Narodowej imponowali jednolitością brzmienia (mimo konieczności zachowywania na estradzie przepisowego dystansu) i wrażliwością na najmniejsze nawet sugestie dyrygenta.

6. Dni Muzyki Ukraińskiej stały się niewątpliwym sukcesem artystycznym, ale także frekwencyjnym – publiczność gromadziła się na koncertach nadspodziewanie licznie, biorąc pod uwagę pandemiczne ograniczenia i stosunkowo trudny, nieoczywisty dla polskich melomanów repertuar festiwalowych koncertów. Należy mieć nadzieję, że Romanowi Rewakowiczowi i Fundacji „Pro Musica Viva” nie zabraknie energii i determinacji, a sponsorom hojności, by ta niezwykle ważna dla budowania polsko-ukraińskich odniesień impreza mogła trwać i rozwijać się w kolejnych latach. Bo przecież na prezentację polskiej publiczności czeka jeszcze tyle wspaniałej, kompletnie nieznanej w Polsce muzyki ukraińskiej – i to nie tylko tej najnowszej, która dominowała w programach kilku ostatnich edycji festiwalu. Chciałoby się też usłyszeć w Warszawie trochę ukraińskiej „klasyki” – Rewuckiego, Latoszyńskiego czy zmarłego niedawno Myrosława Skoryka…

Organizacja Dni Muzyki Ukraińskiej nie byłaby możliwa bez partnerów – Filharmonii Narodowej, Związku Ukraińców w Polsce i Fundacji „Nasz Wybór”, jak również bez wsparcia finansowego Miasta Stołecznego Warszawy, Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, spółki MagoVOX oraz Bohdana Batrucha i Aleksandry Petrygi. Patronat medialny nad festiwalem objęły „Nasze Słowo”, „Rzeczpospolita”, TVP Kultura oraz Radio TOK FM.

Takst: Paweł Markuszewski

Foto: Olga Rainka

Поділитися:

Залишити відповідь

Ваша e-mail адреса не оприлюднюватиметься.

*
*