Dzień 10 września 1939 roku, czyli Sodoma i Gomora w Besku

Stanisław BanekARTYKUŁY, OŚWIADCZENIA2010-01-16

[…] Wczoraj, to znaczy 9 września 1939 roku o godzinie 16 po południu, w Besku zjawili się niemieccy żołnierze. Część poszła dalej, a część została kwaterować w Besku, rozlokowując się po sadach, szopach, gdzie tylko można było. Po chwilowej konsternacji i ogłoszeniu telefonem bez drutów albo pocztą pantoflową tej informacji, ludzie zdążyli już ochłonąć. Tak że ranek niczym nie różnił się od setek innych. Część mieszkańców poszła na ósmą do kościoła, część pasła krowy, a jeszcze inna, szczególnie nastoletnia, ciekawa Niemców, pobiegła patrzeć na cesarską [drogę], gdzie szli Niemcy. Starsi, poważni, nie biegli, a przystąpili do swoich normalnych w niedzielę zajęć.

Mój sąsiad Józef Szałankiewicz (Górski) przystąpił do strzyżenia sąsiada, wprawdzie fryzjerem nie był, ale strzygł sąsiadów bliższych i dalszych. Jego żona poszła do ruskich zakonnic po lekarstwo dla cielęcia. […] Przyszła do zakonnic, okazało się, że zakonnice poszły już do cerkwi. Cerkiew sumę miała o 10-tej, a była 9.30, więc sąsiadka postanowiła iść do cerkwi i zostać na sumie, usiadła więc do ławki obok zakonnic z przodu. W cerkwi nie było ludzi, jedynie zakonnice, a ona była pierwszą z ludzi cywilnych. Pastuchy gnali bydło po napasieniu. We wsi zrobił się ruch, bowiem Niemcy zaczęli dawać papierosy ludziom gromadzącym się na poboczach drogi. Zaraz zrobiło się tłoczno, znaleźli się ludzie z Bzianki, Porąb, zaczęli się zatrzymywać ludzie idący do cerkwi i ze wsi.
W pewnym momencie ukazał się goniący stadko baranów około dwudziestu sztuk 26-letni A.K.1 Chciał przegonić barany do swojego domu, a mieszkał z drugiej strony cesarskiej. Tymczasem na drodze zrobił się zator, jadący i idący Niemcy mieli przeszkodę w postaci rzeki: wycofujący się żołnierze Polacy wyminowali mosty, które wprawdzie nie były bronione, ale sprawiały trudności w płynnym ruchu. Cały ruch odbywał się koło mostu na prowizorycznej drodze i ciągnięte działa, wozy, samochody tamowały go. A.K. zatrzymał barany za brogiem u Cupa, a ponieważ pochodzenie tych baranów wywoływało u niego strach, więc zaglądał z niecierpliwością zza brogu na idących Niemców. […]
A.K. wzbudził podejrzenie u jednego z Niemców: kukający młody człowiek zza brogu, jedni mówili, że w zielonej bluzce, ale i tak, zachowujący się podejrzanie jak żołnierz, dywersant czy partyzant, od razu wywołał reakcję. Niemiec bez namysłu ruszył w jego stronę. A.K., który duszę miał chyba na ramieniu, nie czekał, bróg stał kilkadziesiąt metrów od rzeki, w miejscu gdzie w tej chwili dom Józefa Kijowskiego, więc pobiegł do brzegu i potem pod brzegiem, i dalej, przez wodę, aż do domu. Tuż za nim biegł Niemiec, zamieszanie za brogiem zauważył drugi Niemiec. A.K. już zdążył skoczyć pod brzeg, a goniący go Niemiec był tuż za nim, drugi Niemiec strzelił i trafił swojego kolegę goniącego za A.K.
Zaraz zrobił się niesamowity ruch, zabitego lub rannego Niemca zabrał gdzieś samochód, a w Besku zaistniała Sodoma i Gomora. Niemcy rozbiegli się, tak samo ludzie z poboczy, którzy widzieli całe zajście. Niemcy, którzy widzieli gdzie, w którym kierunku pobiegł A.K., tam skierowali swoje kroki, strzelając bez miłosierdzia. Nie widzieli przeprawy A.K. przez wodę, więc działali na ślepo, przyjmując zasadę: winien nie winien, zastrzelić, bo może być winien. Więc pobiegli do najbliższych zabudowań.
W tym czasie na odgłos strzałów i granatów barany przebiegły drogę. Za nimi pędził 12-letni Stanisław Szybka i niedużo starszy Piotr Roman. Razem z baranami wpadli do szopy popa2, która znajdowała się przy plebanii (to jest teraz Urząd Gminy3; […]). Tymczasem Niemiec wrzucił do tej szopy granat, od którego szopa się zapaliła i obydwaj zginęli w płomieniach. Niemcy strzelali po kolei:
– księdza Michała Wełyczkę4; właściwie na progu plebanii na oczach żony, właśnie wychodził do cerkwi na sumę;
– Andrzeja Iżyka przed domem (który był w rejonie dzisiejszego Z. Zapora; tutaj w domu, widząc co się dzieje, mężczyźni schowali się w piwnicy, drzwi od piwnicy były tuż za drzwiami od sieni, pościelili więc na drzwi od piwnicy jakąś większą szmatę i na nią położono zabitego Andrzeja przyniesionego z pola, i ten trup uratował trzech Iżyków; za chwilę do domu wpadli Niemcy, szukając żywych, ale widząc leżącego trupa, nie widzieli drzwi do piwnicy – same płaczące kobiety, po powierzchownym zaglądnięciu w pomieszczeniach wypadli z domu);
– dom Józefczyka (przedtem Szymańskiego) – tam zabito, prawdopodobnie bagnetem, Michała Szymańskiego i przebywającego u niego bodajże Aleksandra Kopczyka (Kopczyk był prawdopodobnie niezbyt rozgarnięty, a jak zginął, nie wiadomo: jedni twierdzą, że na drodze obok domu; drudzy, że wyciągnięto go spod łóżka; jeszcze inni, że schowani byli obydwaj w piwnicy i Michał trzymał niemowlę na rękach, ale Niemiec wyrwał mu dziecko i odrzucił, a jego ugodził bagnetem; w każdym razie obydwaj zginęli);
– do domu Antoniny Deńko Niemiec rzucił granat i od niego zginęła jako jedyna kobieta;
– podobny los spotkałby zapewne siostrę pani Zajączkowskiej Józefę Szałankiewicz, gdyby jedenaście ran po wybuchu granatu okazało się śmiertelnych. Niemcy wrzucili do domów granaty, które powodowały zapalanie się domów. Sądzę też, że przenieśli się na Suchą Wieś, mając na uwadze kierunek ucieczki A.K., być może wśród poszukujących tu był pechowy strzelec, który trafił kolegę i widział uciekającego.
Kiedy ostatni dom po lewej stronie został oczyszczony (był to dom Szymańskiego), Niemcy przeszli na drugą stronę, systematycznie idąc od domu do domu.
Najpierw dom Skrobuta (teraz Kuńki) – z domu wyprowadzili ojca, Pawła Skrobuta.
Dalej przeszli na drugą stronę drogi – wyprowadzili Stanisława Kołodzieja, który z dziećmi jadł śniadanie.
Tymczasem dalej, wyżej, albowiem droga wiedzie pod górę, u Tutaka [mieszkańcy] zdążyli się schować. Właśnie drogą w dół do Beska szedł mieszkający między Mymoniem a Beskiem Józef Szałankiewicz (Szczermiński), który słysząc strzały i widząc pożary, szedł do swoich (to chyba byli Kwiatkowscy), aby pomóc, bo może czasem to ich się pali. Tymczasem Tutaczka już wiedziała, że strzelają ludzi, i krzyknęła do idącego, aby się schował; ten, widząc już ruch, wbiegł na podwórko, razem z Tutaczką wbiegli do domu, tam był Jan Tutak, syn. […] Matka otworzyła drzwi do komórki w starym domu, tuż za drzwiami do sieni, po prawej stronie drzwi do komory, które całkowicie zasłaniały otwarte drzwi do sieni. Matka powiedziała, aby tam weszli. Wbiegli do tej komory, kucnęli za beczką kapusty, słysząc lament i krzyki. Zaraz wbiegli do sieni dwaj Niemcy, krzycząc do Tutaczki, gdzie chłopy, i penetrując pozostałe pomieszczenia. Tutaczka powiedziała, że nie ma, i ci po przeszukaniu, klnąc, wyszli. Na podwórzu był pies, duży, przywiązany, i Niemcy jego zastrzelili, biegnąc do Ćwiąkały, i tak uratowali swoje życie następni beszczanie.
Tymczasem tragedia rozgrywała się i w innych rejonach Beska. Niemcy gonili po wsi jak wściekli, z drogi uciekło dużo ludzi, ale część złapali. Chłopcy, którzy jak zwykle najciekawsi i najwidoczniej wszystko widzieli, a mieszkając w pobliżu Piotrka Romana, biegli przez wieś, krzycząc, aby uciekali, bo Niemcy strzelają i zaraz chłopi uciekali, aby jak najdalej od Niemców. Uciekali więc drogą na Poręby, w koryto rzeki, rowami melioracyjnymi, aż do Pielnicy. Niemcy penetrowali [wieś].
Do cerkwi wszedł Niemiec szukający mężczyzn, jednak widząc, że w cerkwi zakonnice i stare baby, wyszedł, na odchodnym rzucając granat łzawiący, który zaczął dymić, kobiety pochowały się pod ławki, myśląc, że to wybuchnie, potem wybiegły na pole, widząc ludzi ustawionych do rozstrzelania, i potem rozstrzelanie.
Niemcy jeździli po całej wsi, wzniecając pożary i szukając mężczyzn do rozstrzelania. Jeden, jadąc, zobaczył idącego przez ławę starego człowieka, który wracał z kościoła. Był to Michał Szałankiewicz (Górczanik), który nie uciekał, bo był albo głuchy, albo zdezorientowany. Niemiec strzelił, trafił i Szałankiewicz leżał ranny, dogorywał, ale wszyscy się bali, nikt nie podbiegł, nie podszedł, wszyscy zajęci swoim życiem, nikt nie wiedział, kogo zabijają, za co. Niemcy weszli na Hrabeń koło cerkwi, panika była ogólna. Potem nadleciały samoloty, najwidoczniej wezwane, ale nie zrzucały bomb ani nie strzelały, być może bały się zabicia Niemców. Niemcy, kontynuując akcję, weszli do przysiółka Zapowiedź.
W Zapowiedzi było kilka domów, z których wyprowadzili mężczyzn, i tak: od Wróbla trzech, dalej Bobaka, Ciepłego, Szałajka, Oberca, Maśnika, Płatka, Porawskiego. Poprowadzili ich do drogi i ustawili w rzędzie (w rejonie dzisiejszego przystanku autobusowego). Niemiec zarepetował broń, chłopi zaczęli się żegnać z życiem, robiąc znak krzyża. Wtem od strony Beska przyjechał oficer, już z daleka dawał znak, aby się powstrzymać, i Niemcy zaprzestali egzekucji.
Tymczasem w Besku Niemcy zegnali drugą grupę, większą niż pierwsza, złapaną w domach lub na drodze, już znowu przygotowywali się do rozstrzelania, jak w Zapowiedzi.
W tym czasie przyjechał z którejś z sąsiednich wiosek, z Sieniawy albo z którejś, Paweł Bobak. Paweł był Rusinem, dawniej wójtem we wsi, człowiekiem mądrym, legitymującym się wyższym wykształceniem i znajomością co najmniej kilku języków, studia kończył w Ameryce, niemiecki znał dobrze […]. Przyjechał, już z daleka słyszał i widział płomienie, czuł, że dzieje się coś złego, ujrzał zgromadzonych Ukraińców, Polaków, swoich i obcych, i Niemców stojących z gotową [do strzału] bronią. Zrozumiał, podbiegł do oficera, zaczął perswadować, prosić, wyjaśniać, aż oficer kazał zaprzestać, ulegając argumentom Bobaka. Nie wiem, jakich argumentów używał Paweł Bobak, być może tłumaczył to nieporozumieniem, przedstawiając beszczan jako Ukraińców sprzyjających Niemcom, w każdym bądź razie uratował kupę ludzi w Besku i Zapowiedzi.
Po wyjaśnieniu akcję zatrzymano, zgromadzonych uwolniono i gdzieś po południu około czwartej kazano posprzątać zabitych. Rusinów, tych którzy szli do cerkwi, a z ciekawością, nie wchodzili, tylko patrzyli na idących Niemców, byli w drodze lub w domu, i Polaków, każdego na swoim cmentarzu. Rusinów, których cmentarz był tuż, rzucano do jednego dołu, zasypano i dopiero gdzieś w latach siedemdziesiątych ktoś litościwy postawił krzyż, zaznaczając miejsce pochówku5. Polaków natomiast, na przykład Kołodzieja, żona i dzieci na nosiłkach od gnoju przenieśli przez wodę, a ręce i nogi zwisały, robiąc makabryczny obrazю Polakówб bodajże trojeб pochowano też bez trumien i cicho. Stasio Szybka spłonął razem z Piotrkiem, nikt sobie nie zadawał trudu z dokładnym odszukaniem szczątków i potem pochowano [ich] też na ruskim cmentarzu.
Besko powróciło do normalnego życia, tylko plotkarze zostali ze swoją fantazją. Natomiast A.K. uciekł do domu, jakoś szybko wyjechał do Niemiec, potem do Anglii, gdzie zmarł we wczesnych latach 1990-tych. W Besku był bodajże dwa razy, nie znałem go, nie widziałem, nie wiem, jakie miał życie, ale ze względu na sumienie, uważam go za największego pechowca, jaki dotychczas żył w Besku.
Z tego pecha wynikła śmierć 22 osób, bez jego przyczyny, ale za jego sprawą. Dodam jeszcze, że korzenie nazwiska K. sięgają Wzdowa, czyli polskiej wioski, a więc nie było najmniejszej winy w tym wypadku Rusinów. Mało tego, większą ilość ludzi, w tym Polaków, uratował Rusin, a więc plotki boleśnie ranią nawet teraz i wystawiają złe świadectwo mówiącym i piszącym6, opluwają, dyskryminują, pohańbiają, poniżają, rzucają grona nienawiści i gniewu, a wszystko za sprawą obrony, można powiedzieć, drania, pechowca, a tak w sumie normalnego mieszkańca Beska, jakich w Besku było i jest wielu.
Obrona jest taka nieugięta, zdeterminowana, albowiem niejeden, broniąc jego, broni siebie. W myśl przysłowia “Jeśli wpadniesz miedzy wrony, musisz krakać tak jak one”. Uczciwa część mieszkańców, zakrakana, więcej milcząca niż mówiąca, swoim milczeniem umożliwia wyżywanie się wszelkiego rodzaju draniom. Dlatego przez 50 lat zrobiono z zabitych Ukraińców – Rusinów winnych, odpowiedzialnych za rozstrzelanie Polaków, za wszystko. Zrobiono swoisty “swój sąd” w środkach przekazu, majestacie prawa i ambonie. Po prostu wszędzie mówiono wszystko, że witano, że sprowokowano, że ksiądz greckokatolicki, że służba kościelna, że bez powodu – starannie ukrywając rozpoczęcie. Gdyby to Ukrainiec przyprowadził te barany, gdyby to Ukrainiec uciekał, to zapewne prawda wyszłaby na jaw zaraz po odjeździe albo nawet jeszcze przed odjazdem Ukraińców z Beska7. Wtedy ani brak krzyża, ani pochodzenie baranów, ani nazwisko, ani narodowość, ani rozpoczęcie masakry nie byłoby żadnym tabu, wprost przeciwnie – każdy by nie mówił, a krzyczał. Z politowaniem słuchałem, czytałem artykuły, ale nie mogę, kiedy drukuje się książki czytane na całym świecie, w dodatku podpierające kłamstwo, a właściwie częściowe, Kościołem, do którego należę.
W czasie chęci wyjaśnienie [przez żołnierzy niemieckich] drobnej sprawy podejrzanego zachowania się A.K. życie oddali: 1) Stanisław Borkowski, 2) Michał Cup, 3) Antonina Deńko, 4) Teodor Deńko, 5) Jan Feszczak, 6) Andrzej Hryńczak,7) Andrzej Izyk, 8) Stanisław Kołodziej, 9) Aleksander Kopczyk, 10) Antonia Kopina, 11) Jan Kopina, 12) Jan Kuśnierz, 13) Mikołaj Kuśnierz, 14) Andrzej Pasternak, 15) Wiktor Pasternak, 16) Piotr Roman, 17) Paweł Skrabut, 18) Michał Szałankiewicz, 19) Stanisław Szybka, 20) Michał Szymański, 21) Konstanty Tatarski, 22) ks. Michał Wełyczko8.
Zdaję sobie sprawę, że biorę w obronę Ukraińców, wprawdzie nie zmienia to faktu rozstrzelania 22 osób i spalenia 40 budynków, ale historia jest jedna, bez przekłamań, niedomówień, zgodna z prawdą. Być może znajdą się malkontenci, więc piszę, że wszystko mogę udowodnić. Mam nagrania rozmów nawet z naocznymi świadkami, a oprócz tego fakty i zaprzeczenia.
O tym, że nie było żadnego powitania, świadczy fakt, że Niemcy weszli do Beska w sobotę, a akcja miała miejsce w niedzielę. Dalej, jak by mogło być powitanie bez Pawła Bobaka, żony księdza greckokatolickiego, nauczycielki znającej język niemiecki? Dlaczego zginęli dwaj chłopcy, skoro Niemcy dzieci nie mordowali, a ich zamieszkanie daleko od miejsca, w którym zginęli? Dlaczego w końcu Niemcy bez powodu mieliby zabijać i to Ukraińców właśnie? Przecież po drodze mieli tysiące wiosek, a nie byli głupcami, odwrotnie od tych, którzy uwierzyli w takie cuda, że bez powodów zaczęli strzelać.
Pozostaje sprawa bicia w dzwony. “Naoczny świadek” twierdzi, że dzwony nie dzwoniły, a inni różnie, jednak akcja rozpoczęła się po wpół do dziesiątej, czyli dzwony, gdyby biły, to o wpół, czyli kilka minut przed akcją, a być może kilkanaście albo i dłużej, w każdym razie nie miało to bezpośredniego wpływu na rozpoczęcie akcji. Być może mogło zaostrzyć czujność idących Niemców i wtedy zauważyli czającego się A.K., ale nie spowodowały interwencji. […]
Około godziny 16-tej kazano trupy pochować, bez żadnych uroczystości, cicho i spokojnie. Co też uczyniono, każdego na swoim cmentarzu. Jak już pisałem, Ukraińców pochowano na ruskim cmentarzu, natomiast Polaków, w liczbie trzech, na polskim. Z Polaków pochowano na cmentarzu polskim: Szałankiewicza, Pelczara i Kołodzieja, każdego w swoim grobie. Dwaj z nich, Szałankiewicz i Pelczar, pozostaną w pamięci, bowiem obaj nie zostali od razu zabici – Szałankiewicz umierał z upływu krwi, a Pelczar, zabijany z większością, podnosił głowę i został dobity po egzekucji. […]
Dotychczas była to największa zbrodnia masowa w Besku na Polakach, bo chociaż narodowość ruska, to obywatelstwo polskie, a imiona i nazwiska świadczą – to wszystko jeden pień i jeden korzeń. Patrząc i czytając, mogę stwierdzić, że żaden superznawca, żaden najzagorzalszy Polak czy Ukrainiec, bez osobistej znajomości nie potrafi odróżnić jednego od drugiego. Dlatego czytając [różne publikacje], widać dyletantyzm i głupotę [ich autorów] ustawiających ludzi według swoich kryteriów narodowościowych w Besku. W moim odczuciu to morderstwo powinno połączyć Besko wspólnotą słowiańskiego pochodzenia, a wszyscy zamordowani powinni spoczywać w jednym miejscu, a nad nimi powinien wznosić się pomnik pamięci.
Jednak antagonizmy są silniejsze, dlatego okupacja niemiecka całkowicie poróżniła te dwie narodowości. Tak samo jak postronnym trudno odróżnić jednego od drugiego, tak łatwo jest rozróżnić wodę święconą, którą są skropione oba cmentarze w Besku, ruski i polski.
Wojna jednak trwała dalej, dla Niemców taki incydent być może nawet nie został zanotowany – szli dalej na wschód, goniąc żałosne resztki armii polskiej, a dla Beska to głęboka rana na całe istnienie. Niemcy, zajęci dalszym podbojem, już nie wyjaśniali sprawy, Ukraińcy uważali wszystko za rzecz oczywistą, w końcu niż aż tak wielkiego A.K. nie zrobił, a pozostali jedynie Polacy. Do końca wojny nikt nic nie mówił, aż do wyjechania Ukraińców, a potem ta rana posłużyła do rozdrapywania i dyskryminacji całej społeczności ukraińskiej w Besku. […]

Publikację przygotował Bogdan Huk

Artykuł w j. ukraińskim ukazał się w nr36 “Naszego Słowa” (6.09.2009);
“Наше слово” №36, 6 вересня 2009 року

1 Перші літери імена та прізвища невідомого мешканця Боська.
2 Ідеться про греко-католицького пароха Боська о. Михайла Величка, який цього дня також був убитий німецькими вояками.
3 Нині Ґмінна управа в Боську розміщена в новому будинку поруч старого.
4 У хроніці римо-католицького костелу в Боську зберігся інший запис: “Proboszcz greckokatolicki ks. Michał Wełyczko był wtedy w domu Ludwika Kędziora, emerytowanego urzędnika pocztowego (gospodarz leżał chory), Niemcy zabrali księdza Wełyczkę do cerkwi dla przeprowadzenia rewizji. Gdy po jej skończeniu ksiądz wracał samotnie na plebanię z kluczami w ręku, inny przechodzący Niemiec wziął trzymane klucze za rewolwer (tak im się zdawało) i zastrzelił księdza”, див.: Gajewski B. Besko wieś nad Wisłokiem. – Rzeszów, 1996. – C. 107. Отець М. Величко був похоронений на місцевому греко-кат. цвинтарі, пам’ятник на його могилі збережений донині.
5 Місце групового захоронення убитих бощан греко-католицького віросповідання на місцевому цвинтарі досі позбавлене увічнення.
6 Досі польською мовою не появилася ні одна зважена об’єктивна та побзавлена антиукраїнського відтінка стаття про обставини трагедії в Боську 1939 р.
7 Ідеться про депортацію 1945 р., під час якої до УРСР було примушених виїхати майже 100 бощан української національності.
8 У оригіналі прізвища загиблих не були названі в альфавітному порядку та без порядкових цифр.

Поділитися:

Категорії : Статті

Залишити відповідь

Ваша e-mail адреса не оприлюднюватиметься.

*
*